murki.pl
  Info | Mapa | Topo | Ogłoszenia | Archiwum | Zdjęcia | Klub | Forum | Zaloguj | Kontakt

Artur Polański

Dusza

Komnata była całkiem bezduszna. Pod jedną ze ścian, pod sporym stalaktytem siedziała grupka mężczyzn ciężko dysząc. Siedzieli już tak dobrych pięć godzin ledwo się ruszając, tyle tylko żeby nie ścierpnąć zupełnie. Nie padały żadne słowa. Sytuacja była jasna, pomimo mroków jaskini. Byli odcięci od świata. Zamknięci w tej kończącej długi korytarz przepięknej aczkolwiek nienajwiększej komnacie ,,Stonogi''. Nazwa ta była jak najbardziej odpowiednia. Cały układ jaskini przypominał nieco robaka o długim tułowiu, sporej ilości odnóg i wielkiej przerażającej głowie. Sam główny korytarz nie nastręczał trudności. ,,Tułów'' był odpowiednio wysoki i szeroki, a przede wszystkim solidny. ,,Głowa'' także, mimo jej licznych bruzd, spękań, dziur i bajorek, nie zdobyła złej sławy. Najgorsze były kończyny, a z całej dwunastki szczególnie groźne były dwie z nich. Ta nieszczęsna trójka zamknięta była teraz w ,,Kończynie Trzeciej'', w skrócie ,,K3'. Nie wszystkie kończyny nadawały się do penetracji, często były to tylko wąskie korytarze pełne osypujących się kamieni. Tylko nieliczne miały w miarę duże pomieszczenia, niestety pełne obrywających się pólek. ,,Kończyna Druga'' — ,,K2'' była znana w całym światku grotołazów. To w niej właśnie zawalił się chodnik odcinając tym samym drogę Jezuemu Chrystkowi, znanemu polsko-żydowskiemu odkrywcy jaskiń.

Jezue bardzo dzielnie walczył o swoje życie. Gdy go odkryto miał strasznie pokrwawione ręce, zdarte paznokcie, a nawet wyłamanych parę zębów. Jednakże zmarł na skutek uduszenia własnymi wyziewami, które nie miały wylotu. Ekipa, która go znalazła twierdziła, że jeszcze zanim zaczęli odsypywać przejście ciągle dało się słyszeć jego rozpaczliwe krzyki. Może gdyby siedział spokojnie żyłby do dzisiaj. Może gdyby ,,K2'' znajdowała się przy wejściu do ,,Tułowia'' tak jak na to wskazuje numeracja zostałby wcześniej odkryty. Jednak wejście główne było w ogonie stonogi, zaś numery szły w górę od głowy. Tych trzech mężczyzn było tylko o jedno pomieszczenie bliżej nadziei niż Chrystek, więc czekali cierpliwie wdychając nosem resztki tlenu. Z ich zatwardziałości wynikało jasno, iż nie mieli ochoty by ich komnatkę przezwano ,,Komnatą Trzech Walecznych'', tak jak do ,,K2'' przyssał się przydomek ,,Komnaty Walecznego Chrystka''. Lecz czekanie było o wiele trudniejsze niż rozpacz. Szansa na odkopanie gasła jak płomienie nie mające dostępu powietrza z godziny na godzinę, z sekundy na sekundę. To już nie były minuty, to była cała wieczność. Mroczna, gorąca i duszna jak piec chlebowy.

— Zapal światło, światła, świat… — zaczął krzyczeć Jan Kochański i umilkł w połowie słowa tak jakby ktoś zakrył mu usta ręką. Zabłysnęła latarka Piotra Skalniewskiego. Najpierw jej snop padł gdzieś w górze ponad ich głowami, następnie zatrzymał się na twarzy Jana. Ten wpatrywał się całym swym ciałem w światło. Wreszcie się uspokoił i zamknął oczy. Latarka zgasła.

— Duszę się — wyszeptał Jakub Bratkowski. To samo mógł powiedzieć każdy z nich, więc przytaknęli tylko głowami tak jakby można to było spostrzec w tych ciemnościach. To już nie było duszno, to było potwornie bezdusznie. Jak długo jeszcze, ile czasu, ile chwil?

Przy zasypanym chodniku dał się słyszeć szmer. Mężczyźni chwycili się za ręce. Chwycili je mocno mimo utraty sił, mimo iż były mokre od potu, zimnego potu strachu. Ktoś, tam po drugiej stronie, odsuwał kamienie.

— Połóżcie się — wysyczał Piotr, nikt nie pytał dlaczego. Miał rację, przy ziemi było więcej tlenu niż pół metra wyżej, przylgnęli policzkami do skalnej półki. Nie była zbyt przyjemna, mokra i zimna jak oni sami. Lecz jej wcale nie zależało na powietrzu. Ważniejsza była woda. Woda drążąca jej korytarze, woda tworząca najpiękniejsze formacje wszechświata. Nie było jej tutaj zbyt wiele, może kilka kropel wiszących u sklepienia. Ryba też by się udusiła. Jednakże jej widoczne działanie wisiało nad nimi jak stalaktyt.

Gdy Piotr omdlał po raz pierwszy, Jan ocucił go uderzając dłonią w policzek. Za drugim razem zrobił to sam rzucając się spazmatycznie jak karp za wodą. Uderzył przy tym w tył głowy i zemdlał. Kiedy otworzył oczy po raz trzeci, wiedział, że to już koniec. Pomimo wyraźnych skrobań, łomotów tam po drugiej stronie stracił nadzieję. Nie słyszał oddechu swoich przyjaciół. Nie żyli. Tak, na pewno. Teraz przyszła kolej na niego. Nawet dla jednej osoby nie było ani krzty powietrza. Jego prawa dłoń leżała bardzo blisko kasku ochronnego. Rozprostował palec wskazujący i włączył lampkę. Jej światło zatrzymało się na jedynym w tym pomieszczeniu stalagmicie rzucając za nim rozszczepiony cień, a właściwie były to trzy cienie. Jakby trzy dusze pomarłych, lecz przecież jedno światło, jeden przedmiot mógł rzucać tylko jeden cień. A więc była to tylko jedna dusza. Ale którego z nich? A może była to wspólna dusza ich wszystkich? Może to był zwykły cień i nic więcej? W tym momencie do środka wpadł inny promyk światła i wszystko zniknęło. Pozostały tylko trzy ciała.
— O, Boże! — jęknął głos za zwałem kamieni — Ktoś tu leży…
— Dalej! Ruszaj się. Może jeszcze żyją. No… dawaj te kamienie, szybciej!
Znowu zawrzało i wkrótce w niewielkiej szczelinie pokazała się głowa, następnie ramiona, a potem całe ciało wśliznęło się jak wąż do środka.
— Podaj butlę.
Minęła długa chwila i dał się słyszeć ten sam głos:
— Tobie trochę i tobie trochę, i tobie trochę. O, Boże! Ruszcie się chłopaki! No! I tobie i tobie, tobie. Teraz szybko wyciągnijcie ich na zewnątrz, tu ciągle jest duszno.

Jeden po drugim znaleźli się w ,,Tułowiu'', ich piersi zaczęły się ruszać. Ożyli. Ale gdzie podziała się ich dusza? Przecież widać było jak uleciała. Nie. To było tylko złudzenie, cień powstały w tle nikłego światła lampki Piotra.

A ,,K3''? Otrzymała później przezwisko ,,Komnaty Trzech Cieni''. Nikt nie był w stanie powiedzieć kto je nadał. Prawdopodobnie był to jeden z grotołazów czekających u wejścia, który widząc jak wyprowadzano tych trzech nieszczęśników wystraszył się okropnie jakby zobaczył ducha.


 
Na początek strony Strona główna >> Archiwum >> Klamecjusz 5 (grudzień 1993–grudzień 1994) >> [ Dusza | The Boolers | The Boolers ]  
 

© murki.pl 2000–2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.

poczta@murki.pl