|
Wojciech Litwin
Krótko o wspinaczce solowej
Gdy miałem siedemnaście lat po raz pierwszy
postanowiłem zerwać z tradycjami turysty "stonki"
i pojechałem z kolegą w Tatry.
Aby wyglądać odpowiednio fachowo,
ubrani byliśmy w stroje o barwach ochronnych,
a na plecakach mieliśmy zatknięte bagnety
(miałem Sollingena rocznik 1943 o długości 38 cm i wadze przeszło
kilograma).
Faktycznie nie przypominaliśmy "stonki",
nasz wygląd mógł budzić tylko wesołość
(sam teraz patrzę na takich "typów" z politowaniem
ale cóż, przez wszystko trzeba przejść).
Wtedy to podczas posiłku składającego się z chleba,
smalcu i cebuli (z tego też byliśmy dumni),
do naszego stolika przysiedli się prawdziwi "Herosi"
(prawdopodobnie kursanci z "Betlejemki").
Wymieniali oni fachowe uwagi o poziomie sportowym kolegów i ich wyczynach.
Pamiętam, że oczy zrobiły mi się kwadratowe z wrażenia
i cały zamieniłem się w słuch.
Wtedy też po raz pierwszy usłyszałem słowo "solo".
Dokładnie nie wiedziałem, o co chodzi,
ale z przejęcia moich "bohaterów" wynikało,
że sprawa jest poważna.
Oczami wyobraźni zobaczyłem człowieka postury Sylwestra S.,
który wbijał haki w litą skałę
i się ich "czepiał".
No cóż, trochę się myliłem.
W kilka lat potem zacząłem się wspinać, dowiedziałem się,
że haków nie wbija się w litą ścianę,
ale na pytania o solo nie udało mi się uzyskać
wyczerpującej odpowiedzi.
Jednak w przeciągu kilku lat udało mi się
zebrać wystarczającą wiedzę,
aby może kiedyś zmierzyć się ze ścianą sam na sam.
Nastąpiło to zresztą szybciej niż się spodziewałem,
a z przyczyny bardzo prozaicznej braku partnera,
co przy ładnej pogodzie tylko potęgowało moją
wściekłość. Ponieważ po tej przygodzie,
spotykałem się z pytaniami jak to się robi,
postanowiłem opisać używane i znane mi techniki.
Wspinać solo możemy się bez asekuracji
(sposób nie polecany jako kontuzjogenny) oraz asekurując się
(istnieje też możliwość łączenia obu tych styli,
czyli asekuracja tylko w trudnościach).
Tą drugą metodą zajmę się szerzej.
Główna różnica pomiędzy solo a wspinaczką z partnerem
(poza tym, że jesteśmy sami) polega na tym,
że koniec liny nie jest przywiązany do naszej uprzęży
a do stanowiska. Przy uprzęży mamy zaś prusik
(z taśmy lub kevlaru) tudzież przyrząd mechaniczny
(Gri-gri lub Soloist) za pomocą którego podajemy sobie luz.
Od razu pewna uwaga, nie istnieje patent na to aby "stanowisko"
podawało nam luz; niestety luz musimy zawsze podawać sobie sami!!
Wszelkie cudowne patenty "automatyczne" są bardzo fajne,
ale maja jedną wadę nie działają lub działają niepewnie,
co je dyskwalifikuje. Dodam, że właśnie podawanie sobie luzu
jest głównym problemem, bo najlepiej było by robić to
dwoma rękami, no cóż ale wtedy trzeba trzymać się
zębami co bez wątpienia jest wadą i trochę utrudnia wspinanie.
Nietrudno sobie wyobrazić, że podczas ewentualnego lotu,
jeżeli założyliśmy już jakieś przeloty
stanowisko jest obciążane do góry.
Z tym wiąże się pewna kwestia
lepiej nie używać na stanowiskach kostek
(trzeba by je wszystkie kontrować, a haki z reguły nieźle trzymają
tak w górę jak i w dół).
Wielką radość sprawiają spity na stanowiskach,
wiadomo jest bezpieczniej, jednak na drogi bez nich radzę zabierać
haki i młotek, bo nic nie wpływa tak kojąco podczas wspinania
jak dźwięk wbijanego haczora.
Podczas wspinaczki podajemy sobie luz i przepinamy się
przez punkty asekuracyjne.
I tutaj jest kolejna niespodzianka, mianowicie dążymy do maksymalnego
przesztywnienia asekuracji.
Sprowadza się to głównie do wpinania się pojedynczymi karabinkami
a nie ekspresami. Przesztywnienie podczas ewentualnego lotu daje nam
wrażenie dynamicznej asekuracji oraz powoduje zmniejszenie siły
działającej na stanowisko (same zalety).
Na samotnika czeka jeszcze jedna próba test wytrzymałości.
Jest to związane z tym, że każdy wyciąg
trzeba pokonać trzykrotnie.
Po raz pierwszy wspinamy się, następnie zjeżdżamy
i likwidujemy stanowisko, w końcu łoimy z powrotem do góry.
Tutaj znowu mały problem czy podchodzić na linie
(stosowałem wypróbowane, klasyczne zaciski Pawlikowskiego,
ale odradzam ten patent) czy wspinać się ponownie
(najczęściej z worem) wybór należy do Was,
tak samo czy wypinać przeloty w zjeździe czy podczas podchodzenia.
Z mojego doświadczenia wynika, że jeżeli wyciąg biegnie
pionowo do góry to lepiej podczas zjazdu,
ale gdy są trawersy to trzeba koniecznie zostawić sobie
punkty kierunkowe (chyba, że nie jest to konieczne).
A teraz jeszcze trochę patentów.
Gdy mamy ciężki worek możemy użyć go na stanowisku
jako "ciało asekuranta".
Możemy to zrobić przywiązując koniec liny do plecaka,
w stanowisku wpiąć np. ósemkę z liną
wraz z wolno wiszącym worem (w momencie lotu lina będzie się
powoli przesuwać przez przyrząd).
Namiastką tego jest np. zawiązanie kilku ósemek (węzłów)
na linie tuż obok stanowiska, w chwili lotu będą się one
zaciskać tłumiąc udar.
Podawanie sobie luzu na linie. Gdy mamy "no hand rest",
nie ma problemu. Najczęściej mamy jednak do dyspozycji
jedna rękę i wtedy sytuacja się komplikuje.
Najczęściej prusik się nam zaciska i są same kłopoty.
Problem ten rozwiązywałem przeciągając przez prusa
równolegle z liną asekuracyjną repik.
Procedura podawania luzu wygląda następująco:
wolny koniec liny przerzucamy przez ramię,
wyciągamy kilka metrów liny i przyciskamy ją do ramienia
głową tak, aby nam nie uciekł luz wybrany pod ciężarem
wolno wiszącej liny, mając znowu wolną rękę
łapiemy ów repik w zęby a następnie luzujemy prusa
i wyciągamy luz. Zdarza się, że mamy ręce zajęte, lina
nas trzyma i pewnie zaraz dupniemy.
No cóż, jest na to tylko jedna rada: trzeba mieć zawsze
dość luzu (łatwo jest tak teoretycznie gadać,
w praktyce jest gorzej).
Radzę jednak azerować niż latać.
Na naszej wolnej linie wiążemy kilka kluczek.
Może się zdarzyć, że przy locie prusik zacznie się
obsuwać po linie, jeżeli jednak mamy węzełki
to zatrzyma się na nich.
Ma to swoje wady, lina klinuje się i utrudnia nam życie,
ale w razie czego są zwiększone szanse przeżycia.
"Solenie" hakówek ma swoje plusy:
mamy wolne dwie ręce do podawania luzu.
Pamiętajcie, że podczas zabawy na stanowiskach odwiązujemy się
od liny i warto się wtedy asekurować np. pętlą.
Istnieje wiele metod asekuracji podczas wspinaczki solowej,
wyżej opisana jest jednak najbardziej bezpieczna i popularna.
Ewentualnym zainteresowanym postaram się odpowiedzieć
na wszelkie zapytania. Życzę wszystkim "Solistom"
powodzenia i apeluję o rozwagę
(musicie myśleć podczas wspinania!).
|