|
Roman Orlikowski
Maroko nie tylko dla bogaczy
Zachęceni licznymi publikacjami o Maroku ukazującymi się
ostatnio w rodzimej prasie górskiej, postanowiliśmy zaatakować
ten tajemniczy kraj połączonymi siłami toruńsko-gdańskimi.
22 marca ekipa w składzie: Zosia Stachewicz, Agata Kryk,
Wojtek Wiwatowski, Krzysiek Wilczyński, Michał Wiśniewski
z Ewką (wszyscy KW Toruń) oraz Rafał Tybura i piszący
te słowa (z Trójmiasta), zapakowała się do pociągu relacji
ToruńWrocław i ruszyła naprzeciw Wielkiej Przygodzie.
Po pięciu dniach podróży,
czternastu przesiadkach od najróżniejszych pociągów
poprzez prom i zdezelowany dwodziestoletni autobus marki Volvo
z otwierającymi się na zakrętach drzwiami po równie
wiekową taksówkę, dotarliśmy do Wąwozu Todra.
Wiele słów już napisano o urokach tego miejsca,
jednak to, co zastaliśmy, przekroczyło nasze wyobrażenia.
Ogromne, 200300-metrowe ściany o różnym stopniu nastromienia,
palmy daktylowe i płynący środkiem strumień,
w którym zażywaliśmy orzeźwiających kąpieli,
tworzą krajobraz iście bajkowy.
Obrazu całości dopełnia bezchmurne prawie przez cały czas niebo
o niesamowicie intensywnym niebieskim kolorze w dzień
i usłane setkami gwiazd w nocy.
Śladem licznie przybywających tu wspinaczy z Polski
zamieszkaliśmy w hotelu La Roche, gdzie nocleg w pokoju
dwunastoosobowym kosztuje 20 dirhamów na osobę,
a w pokoju dwuosobowym 35 dirhamów (1 dirham = ok. 30 groszy).
Obsługa hotelu z początku bardzo miła,
z czasem zaczęłą domagać się wódki,
do której została przyzwyczajona przez naszych rodaków,
co nieco ostudziło wzajemne stosunki.
Nie zmąciło to jednak naszych dobrych nastrojów
i już następnego dnia po przyjeździe
wygłodniali rzuciliśmy się na skały.
A łojenia jest Ci tu wszak pod dostatkiem!
Skała jest bardzo dobrze urzeźbiona dziurki, krawądki,
ryski o niesamowitym tarciu, za co niestety trzeba zapłacić
zdartą do krwi skórą na opuszkach,
nie wspominając już o dziurach w butkach.
Drogi o trudnościach od 5 do 8a
wyposażone są w komplety spitów
(zdarzają się sportowe odległości) i stanowiska zjazdowe,
także 15 ekspresów i lina 50 m wystarczą.
Dobrze jest mieć ze sobą drugą linę lub rep do zjazdów,
aby uniknąć przepinek,
gdyż wiele jest ładnych dróg 3040 metrowych i dłuższych.
Kości i friendy przydają się jedynie na wielkich ścianach
jak np. Pilier du Coucnant.
Nawiasem mówiąc, jest to dla mnie najpiękniejsza droga
jaką tam zrobiłem (6a, 280 m i lufiasta).
W hotelu La Rocha znajduje się przewodnik wspinaczkowy
zredagowany odręcznie przez autorów dróg.
Pozostawia on jednak wiele do życzenia, tak ze strony merytorycznej
jak i graficznej, ale przy odrobinie wyobraźni można odnaleźć
daną drogę.
Dodatkowe informacje o wspinaniu w tym rejonie znajdują się
w hotelach Yesmina i Mensour,
najczęściej w postaci kserówek z zachodnich magazynów.
Ważną rzeczą jest posiadanie polisy ubezpieczeniowej,
której domagają się patrolujący wąwóz żołnierze.
W czasie dnia kondycyjnego można udać się do pobliskiego
miasteczka Tinghir (ok. 15 km) na zakupy.
Warzywa i owoce są tańsze niż w Polsce
np. pomarażcze 3 dirhamy, pomidory i melony po 5 dirhamów.
Ceny innych artykułów:
- Coca Cola (Pepsi, Sprite, Fanta) 3 dih (w hotelu 5 dih)
- woda mineralna 1,5 l 56,5 dih (w hotelu 10 dih)
- chleb 1,11,7 dih
- sardynki w puszce 5 dih
- serki topione 7,959 dih
- herbatnik 56 dih
- sandwicz z zapiekanymi warzywami 57 dih
Przy hotelu Mansour znajduje się mały sklepik z podstawowymi
produktami nieco droższymi niż w mieście.
Nawet w Tinghirze w sklepach są kartusze do Bleuetów
w cenie około 10 FF (lepiej zaopatrzyć się w nie w kraju).
Pomimo, że Maroko jest krajem islamskim,
alkohol jest tu dostępny, lecz tylko w duzych miastach
w supermarketach (najbliższe Ouarzate, ok. 175 km).
Pamiątki i wszelkiego rodzaju "Cepelia"
marokańska jest tu bardzo droga i lepiej jest kupować
tego rodzaju rzeczy we wspomnianym już wyżej Ouarzate.
Pieniądze można wymienić bez problemu w bankach,
hotelach lub poprosić obsługę Abdula (szefa La Roche).
W hotelu Yasmina znajduje się mała poczta ze znaczkami,
kartkami (do Polski za 4,5 dih) i automatami telefonicznymi
z których bez problemu uzyskuje się połączenie z krajem.
Więcej informacji praktycznych znaleźć można
w numerach Taternika, Gór i Optymisty
z roku 1995.
Wąwóz Todra jest miejscem atrakcyjnym nie tylko dla wspinaczy,
dlatego często przypomina Dolinę Kościeliską
lub drogę do Moka z tabunami turystów.
Poza pięknem przyrody przyciągają tu również egzotyczna
ludność miejscowa i Nomadzi żyjący w jaskiniach
lub namiotach otoczonych murkami z kamieni.
W trakcie naszego pobytu odbywały się tu rajdy
samochodów terenowych, rajdy motocyklowe, a nawet biegi przełajowe.
Jedną z atrakcji było podglądanie pracy filmowców
przy realizacji sceny upadku żołnierza z ponad 200 m skały.
Brrr
Powrotna podróż z Maroka dostarczyła nam niemałych wrażeń.
Najpierw z Tinghiru do Ourzate jechaliśmy
w osiem osób plus bagaże na odkrytej pace samochodu wielkości
Poloneza Trucka, w dodatku przeznaczonego do przewozu kóz.
Później, gdy zjeżdżaliśmy autokarem z Atlasu Wysokiego
zepsuły się hamulce.
Przez kilka minut kierowca balansował pomiędzy przepaścią
z jednej strony, a stokiem z drugiej,
usiłując zatrzymać pojazd, co mu się na szczęście udało.
W czasie ponad trzech tygodni przejechaliśmy około 900 km
przemierzając pięć państw, trzy pory roku i dwie jakże odmienne
rzeczywistości europejską i marokańską.
Wielodniowa podróż pociągiem nie okazała się
wbrew pozorom tak męcząca jak się obawialiśmy.
Myślę, że całonocna jazda do Zakopanego może
z nią śmiało konkurować.
W drodze powrotnej we Frankfurcie zatęskniłem za Marokiem,
za wszystkimi jego urokami, egzotyką.
Będę się starał tam jak najwcześniej powrócić,
tam, gdzie czas płynie wolniej, a ludzie się nie spieszą
i mimo biedy są zadowoleni z życia.
|